niedziela, 29 czerwca 2014

16.-„ Ostatnie spotkanie Stefana i Jego…”



„Życie to chytra sztuka.
 Kiedy masz wszystkie asy w ręku,
zaczyna grać z tobą w szachy.”


~*~

-Zdradziłem Cię, wiem- zaczął ciężko. Wraz z usłyszanymi słowami, wyprostowałaś się. Nie, nie bolało. Czułaś jedynie upokorzenie. Czułaś się znowu gorsza. Zlekceważona. Nieważna.
-Wiem to- weszłaś Niemcowi w słowo.- Jeśli tyle chciałeś, to już możesz iść. Nie chcę Cię słuchać.
-Ale ja nie skończyłem- warknął drażliwie.- Każdą chwilę z Tobą chciałbym przeżyć jeszcze raz, rozumiesz? Kocham Cię do szaleństwa, obłędu, chociaż nie wiem jak to jest możliwe. Mimo że byłaś tak blisko mnie, ja już tęskniłem. Kiedy spałaś, zawsze otulałem Cię i patrzyłem ze strachem w oczach, że kiedyś jakimś cudem wypuszczę Cię z rąk, stracę sens swojego życia.
-Daruj sobie te tanie teksty- rzekłaś ozięble, nie patrząc ani razu na Niemca.
-Czasem bałem się zamknąć oczy, bo bałem się, że kiedy znowu je otworzę, stracę Cię. Tak po prostu, najzwyczajniej znikniesz.
-I zniknęłam, ale to już Twoja zasługa- po raz kolejny przerwałaś Andreasowi, nie chcąc już więcej słyszeć ani jednego słowa z Jego ust. Powód? Bolało… Każde słowo było atakiem na Twoją duszę.
Oziębłą, oschłą, martwą…
-Dlatego też tutaj jestem- powiedział, ujmując Twój podbródek.- Chciałbym jakoś oszukać czas. Jeszcze raz się w Tobie zakochać, jeszcze raz przyrzec Ci miłość…
-I wierność- przypomniałaś z pretensją w głosie.
-Też- spuścił wzrok na dół.- Nie tak miało być…- ukrył na moment twarz w dłonie.- Oszalałem na Twoim punkcie. Jestem zaczarowany przez Twój urok. Uwikłałaś mnie w swe sidła, a ja nie mam pojęcia jak z nich wyjść… Chyba nawet sam nie chcę…- zrobił chwilową pauzę.- A Ty? Ty wyszłaś, zatrzaskując za sobą drzwi w chwili, kiedy najbardziej Cię potrzebowałem. Zostawiłaś mnie i moje zranione serce, nawet nie oglądając się za siebie…
-Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nigdy Cię nie zdradziłam- oznajmiłaś poirytowana.
-A teraz umieram…- kontynuował, nie robiąc sobie nic z Twoich wcześniejszych słów.- Umieram z miłości… Nawet nie mam prawa mieć nadziei, że kiedyś wrócisz…  Nawet nie masz pojęcia jakbym chciał obudzić się pewnego ranka i zobaczyć, że to wszystko to nieprawda- westchnął. Ale Ty miałaś o tym pojęcie… I to doskonałe. Dręczące Cię od kilku lat. Nieustannie. Co dnia. Każdego poranka i o każdym zmierzchu.- Wszystko w życiu się zmienia… Nawet Ty i ja, chociaż nie wiemy właściwie kiedy. Nasze sny, marzenia, pragnienia… Ale wiesz co? Jestem pewien, że razem przetrwalibyśmy wszystko. Każdy zły dzień. Kiedy będzie źle… Nie mam siły bez Ciebie, żeby dalej żyć… Chciałbym przy Tobie umrzeć… Nawet rodzić się na nowo każdego dnia, mimo że czasem, nawet nieświadomie, mnie raniłaś.
-Andreas, sam zgotowałeś sobie taki los- powiedziałaś, ledwo wstrzymując napływ łez do Twoich, lekko szklących się, oczu.
-Wiem- kiwnął głową, nieobecny.- Ty wiesz co czuję. Teraz tego samego oczekuję od Ciebie.
-Co masz na myśli?- zapytałaś, lekko marszcząc brwi.
-Chcę, żebyś odpowiedziała na każde moje pytanie- zażądał.- To bardzo istotne dla mnie.
-Masz świadomość, czego ode mnie żądasz?- zapytałaś oburzona.
-Tak- oznajmił pewnie.- Naprawdę chcesz między nami wszystko skreślić? Tak definitywnie?
-Andreas!- pisnęłaś cienko, a kiedy spotkałaś się ze spojrzeniem Andreasa, uległaś. Patrzył na Ciebie przepełnionymi żalem oczami. Oczami, których tego oblicza nie spotkałaś. Było w nich coś wyjątkowego. Czyżby zranione uczucia? Miłość? Strach przed odpowiedzią?- Tak. Nie chcę mieć już nic z Tobą do czynienia- powiedziałaś, nie starając się ukryć towarzyszących Ci przy tym uczuć. Zakłopotania. Strachu. Pewności.
-Kochasz mnie?- zapytał prosto z mostu.
-Nie- odpowiedziałaś, patrząc mu prosto w oczy. Oczy pełne w tym momencie bólu. Jakby ktoś z tyłu ugodził Go nożem w plecy… Czy kiedyś ten ból odejdzie sam?
-Kochałaś mnie kiedykolwiek?- kontynuował swój „wywiad”, lekko łamiącym głosem.
-Nie… Czułam coś do Ciebie, ale nie była to miłość…- powiedziałaś spuszczając wzrok.
Prawda… To była prawda. Miłość nie ma na swojej drodze wątpliwości, które napotkałaś Ty. Gdyby teraz wiedział jak było Ci źle… Ale słów niektórych nie da się zatrzymać. Lepiej będzie dla Niego, kiedy tak po prostu odejdzie…
-Kochasz kogoś?- zapytał, nie patrząc na Ciebie ani razu. Sam nie potrafił spojrzeć Ci w oczy. Jak Ty zrobisz to później przed lustrem?
-Tak- może jednak warto było zatrzymać dla siebie to jedno słowo?
-Kto jest ojcem Niclasa?- zapytał niespodziewanie. Spojrzałaś na Jego bladą oraz załamaną twarz, okrągłymi ze zdziwienia oczami.
-Co to za pytanie?- oburzyłaś się lekko. Powinnaś?
Raczej nie…
Pomimo upływu tylu lat, to nadal był drażliwy temat…
-Normalne- wydukał.
-Nie odpowiem Ci na to pytanie- powiedziałaś szybko, czując jak rumienisz się na twarzy.
-To może inaczej… Kochasz ojca Niclasa?
-Sądzę, że tak- plątałaś się we własnych słowach.
-Kraft?- uniósł chwilowo wzrok, obserwując Twoją rekację.
-Nie- wyjąkałaś niepewnie. Czy uwierzył?- Coś jeszcze?- chciałaś jak najszybciej odciągnąć Waszą wymianę zdań na inny, boczny tor. Byleby tylko odejść od tego tematu…
Tego, gdzie skumulowane są w największej ilości resztki Twoich uczuć.
-Jeszcze jedno…- ton Jego głosu ciągle stawał się bardziej ochrypły.- Chciałbym, żebyś wiedziała, że kocham Cię, więc uszanuję wszystko co postanowisz.
-Czekaj zatem na pozew rozwodowy- wróciła stara, bezuczuciowa Emma.
Spojrzał na Ciebie martwymi oczami, po czym odwrócił się chwiejnie i podążył do swojego samochodu.
Jedyne co Cię bolało, to Jego widok… Nie słowa, które bezwzględnie padały z Twoich ust. Nie szczerość, na którą było Cię stać.
Może to strach?
Bałaś się przecież miłości, którą On chciał Ci dać.
Ale Ty już nie wierzyłaś od dawna w żadne słowo, które wypowiada mężczyzna. Nieważnie kim on był… Z Tobą może jest coś nie tak?
Być może…
Codzienność Cię zmienia, próbując żyć ze świadomością, że żadne z Twoich marzeń nigdy się nie spełni.
Potrzebowałaś kogoś, kto nauczyłby Cię żyć…
Żyć, czyli kochać, cieszyć się każdym dniem, śnić… Dążyć do spełnienia swoich marzeń i pragnień, nie tylko innych…
Dlaczego tą osobą nie mógł być Andreas?
Dlatego, że w Twoim sercu jest miejsce, ale zajęte przez kogoś innego…
Nie do osiągnięcia…


 -Mówiłaś, że chcesz porozmawiać o Mii- zaczął już na wstępie.- Także słucham co takiego chcesz mi powiedzieć. Swoją drogą, nie sądzę, że to Twoja sprawa. To co się działo pomiędzy mną a Mią to tylko nasza sprawa- powiedział z powiewającą niechęcią do Twojej osoby. Normalnie, odepchnęłoby Cię to bądź lekko zdenerwowało, lecz nie teraz. Za dużo wysiłków włożyłaś to, żeby się z Nim spotkać. Zmusić do rozmowy.
Cel na dzisiejsze spotkanie- obudzenie wyrzutów sumienia. Potem?
Na później przygotowałaś coś mocniejszego…
-Mia nie żyje- powiedziałaś patrząc Niemcowi prosto w oczy, chcąc ujrzeć w nich ból, cierpienie, niedowierzanie. Wszystko to, na co według Ciebie zasłużył. Rozkoszował Cię ten widok. Mogłabyś patrzeć na gasnące płomyki nadziei w Jego oczach godzinami. Podziwiać jak z Jego twarzy ulatuje chęć do życia.
Teraz chciałaś jeszcze więcej. To jednak prawda, że wraz z jedzeniem rośnie także apetyt…
-Umarła i to przez Ciebie- ponownie odezwałaś się z taką samą bezwzględnością i oziębłością w głosie.
-Co masz na myśli?- zdołał wykrztusić.
-Gdybyś nie pojawił się Ty, nie byłoby żadnego problemu. Mia nadal żyłaby własnym życiem- ciągnęłaś, patrząc na zmęczoną i załamaną twarz chłopaka, który po chwili ukrył twarz w dłoniach.- I myślisz, że co? To, że nazywasz się Richard Freitag wszystko załatwi? Zwolni Cię z poczucia winy? Z wyrzutów sumienia? Mylisz się.
-Koniec!- pisnął.- Jak to się stało?
-Kiedy Felix dowiedział się o zdradach wpadł w szał- zaczęłaś, nadal niedowierzając w zdarzenie, które miało miejsce jeszcze nie tak dawno.- Mia wzięła nóż i przeszyła nim Felixa… Niby działała we własnej obronie, ale adwokaci całą tę sprawę naświetlili w takim świetle, że Mia trafiła do więzienia, a tam w celi…- Twój głos załamał się- popełniła samobójstwo…
-Nie, nie- kiwał głową, nadal zakrywając dłońmi twarz.- Powiedz, że to jakaś ukryta kamera…
-Tak okrutna rzeczywistość nas otacza…- powiedziałaś jakby na zakończenie, wstając od stolika i zabierając swoje rzeczy.
-Dokąd idziesz?- podniósł swe zapłakane oczy.- Porozmawiajmy jeszcze…
-Nie mam czasu- powiedziałaś, mierząc wzrokiem Niemca.-Za chwilę zaczyna się mecz mojego synka- zauważyłaś, że  chłopak nie chce zostać teraz sam. Że chce czuć czyjąś obecność. Nawet całkiem obcego człowieka. I w tym dostrzegłaś szansę dla siebie. Teraz zostało Ci tylko ją umiejętnie wykorzystać.- Jeśli chcesz to możesz iść ze mną. Po drodze znajdzie się okazja, aby porozmawiać.
Ostatecznie przystał na Twoją propozycję.
On sam oczywiście nic nie widział w tym nic złego, a na pewno nie podejrzewał tego, że jesteś w stanie wykorzystać to przeciwko Niemu samemu…
I rozmawialiście… Wiele rozmawialiście. Właściwie na każdy temat. Wspólnie oglądaliście mecz małych chłopców, kibicując drużynie Niclasa.
Nawet Ty przez moment zapomniałaś o świecie, który Cię otaczał.
Złym. Okrutnym. Brutalnym. Bez uczuć.
Ale Ty też przyczyniłaś się do tworzenia go takiego…
Szczęście i beztroska nie trwała jednak długo… Wszystko runęło jak domek z kart, kiedy mecz dobiegł końca a każdy z kolegów Niclasa podbiegł zaraz po ostatnim gwizdku do swojego taty, wspólnie ciesząc się z rodzicem ze zwycięstwa.
Łzy popłynęły po Twoim policzku, kiedy zobaczyłaś srebrne łezki wezbrane w oczkach Niclasa. Kolejna tama pękła…
Przytuliłaś Go do siebie najmocniej jak umiałaś, lecz chłopiec po chwili wyrwał się z Twoich objęć.
-Mamo, kocham Cię, ale ja chciałbym tatę…- wyjąkał, siadając przed Tobą na ławce na trybunach.
Jednym ruchem znalazłaś się tuż obok chłopca, obejmując Go ramieniem.
-Niclas, nie płacz…- zdołałaś wydukać.
-Nie płaczę- powiedział twardo.- Stefan powiedział mi, że prawdziwi mężczyźni nie płaczą. Więc nie będę płakał- zawahał się chwileczkę.- Stefan nie mógłby być moim tatą?
-Nie, Niclasku…- powiedziałaś, wycierając łzy. Emm, może jednak mógłby?- Stefan ma teraz swoją rodzinę…
-Nie moglibyśmy do niej dołączyć? Sama mówiłaś, że im większa rodzina tym lepiej…
-To nie takie łatwe…- próbowałaś skrzywić swe usta w uśmiech.
-Wy dorośli sami to wszystko utrudniacie…- słowa małego zaskoczyły Cię. To ile racji i prawdy w sobie zawierały, sprawiały, iż nie można było uwierzyć, że padły z ust pięciolatka…
Emm, Twój syn jest dojrzalszy emocjonalnie od Ciebie…
-Tak chyba jesteśmy skonstruowani.
-Co z Andreasem?- zapytał niespodziewanie.
-Kochanie, On już zniknął z naszego życia… Są ludzie, którzy nie mogą zostać na długo…
-Dobrze- spojrzał na Ciebie swymi brązowymi oczkami, które były dokładnie kopią oczu swojego ojca.- Nie lubiłem Go.
-Dlaczego?- zapytałaś z lekkim nerwowym rozbawieniem.
Wzruszył ramionami.
-Denerwował mnie- odpowiedział ze stoickim spokojem jak gdyby to była oczywistość.- To teraz ten Pan co za Tobą siedzi będzie moim tatą?- spojrzał na Richarda siedzącego za Waszymi plecami.
-Nie, nie- odpowiedziałaś szybko, nie patrząc ani razu na Niemca.
-Idę się przebrać- rzucił, po czym pędem pogalopował w stronę szatni.


-Sąd orzeka rozwód pomiędzy obecnymi tutaj Emmą Braun oraz Andreasem Wankiem z orzeczeniem o winę, którą obarcza się drugą ze stron- rozbrzmiało się na sali sądowej. Chwila, kiedy oficjalnie stałaś się wolnym człowiekiem.
Jakie to uczucie, kiedy wiesz, że się sprzedałaś?
Mówisz, że to nie było ‘sprzedanie’? Mylisz się.
Nie kochałaś nigdy Andreasa… Wyszłaś za Niego jedynie po to, aby stworzyć Niclasowi prawdziwą rodzinę.
A naraziłaś Go jedynie na większe traumy niż wcześniej.
Chciałaś dobrze? Jak widzisz wyszło źle. Za każdym razem tak się dzieje. Nie potrafisz zrobić czegoś, aby ktoś drugi przy tym nie ucierpiał.
Co z Twoich dobrych chęci? Po co one, skoro Ty nawet nie nadajesz się do życia wśród ludzi.
A mieliście być razem póki śmierć Was nie rozłączy…
Rozłączyła śmierć Twoich uczuć, które sprawiały, że chociaż lubiłaś Andreasa.
Wszystkie światła zgasły. Wyobraźnia odniosła triumf nad inteligencją.
Teraz Twoje życie, po raz kolejny, miało się rozpocząć od nowa. Dostałaś szansę na lepsze życie pełne nowych doznań i zmian. Tylko czy teraz nie było już na to za późno?
To wszystko było jak jazda samochodem bez hamulców.
-Emm…- zaczepił Cię Andreas, tuż po rozprawie.- Możemy porozmawiać?
-A mamy jeszcze o czym?- zapytałaś ozięble, zerkając dyskretnie na wygasłe oczy Niemca.
-Tak- powiedział niepewnie.- Jeszcze nie jest za późno…
-Za późno?!- wykrztusiłaś z rozbawieniem.- Andreas, daruj sobie. Nie mam najmniejszej ochoty na rozmowę z Tobą.
-Nie chodzi mi o Nas- podniósł wzrok, który coś w sobie skrywał.- Chodzi mi o coś innego… Ja i Lara…- błądził.
-Możecie sobie być razem- wzruszyłaś obojętnie ramionami, lecz w rzeczywistości poczułaś jakbyś dostała kopniaka w brzuch od losu. Wiedziałaś, że Go nie kochasz, ale nie chciałaś, aby był szczęśliwy. Dlaczego?
Bo Ty nigdy taka nie będziesz i to niszczyło Cię najbardziej.
-Chodzi o to, że nie chcę, żeby była sama… Ciąża to trudny okres dla każdej z kobiet, a…
-Ciąża?!- przerwałaś zaskoczona i niedowierzająca, że usłyszałaś właśnie to słowo.
-To nie moje dziecko- powiedział szybko, zerkając dyskretnie w Twoje zielone oczy.- Ale chcę się nim zaopiekować. Tym maleństwem i Larą. Dlatego też, chciałbym, abyście się pogodziły. Ona nie ma rodziców, Mii, Jonas też podróżuje gdzieś po świecie…- zaśmiałaś się głośno z wyraźnym sarkazmem.
-Nie kompromituj się- oznajmiłaś oschle, nie potrafiąc spojrzeć w tęczówki Niemca. Bałaś się, że przez przypadek moją znajdować się w Twoich oczach uczucia, których być nie powinno.- Mam nadzieję, że więcej się nie spotkamy- ruszyłaś w celu oddalenia się jak najdalej od Andreasa.
Złość. To niej w Tobie było najwięcej. Miałaś ochotę krzyczeć, ale nie mogłaś. Pragnęłaś rozwalić im życie, ale wiedziałaś, że teraz nie masz już na to wpływu. Zamknięta w klatce z podciętymi skrzydłami. W głowie jedynie pustka i wszechobecna złość, której nie potrafiłaś opanować.
Ręce bolały od  napędzania wózka, ale chociaż w ten sposób mogłaś dać jakkolwiek upust swym emocjom.
Ale czy nie trzeba było się przejechać o kilka kilometrów dalej niż spotkać w takim stanie z Richardem?
Człowiekiem, którego w ostatnim czasie owinęłaś sobie wokół palca. Stał się Twoim poddanym. Sam chyba nie znał siły uczuć, którymi zdążył Cię obdarować. Rzucił narzeczoną i odwołał ślub. Kolejny mężczyzna, który rzucił dla Ciebie wszystko.
I co Oni sobie wtedy myśleli?
Bez jakichkolwiek obietnic i wyznań, potrafili rzucić wszystko. Przekreślić całe swoje dotychczasowe życie i rozpocząć nowe, ale z Tobą u boku.
Tylko nie pomyśleli, że Ty tego nie chcesz…
-Pięknie wyglądasz- przywitał Cię uśmiechem, muskając delikatnie Twój policzek.- Jak się czuje wolny człowiek?
-Wspaniale- burknęłaś nabuzowana złością, która wraz z widokiem Richarda nabrała na swojej sile z niewiadomych przyczyn.
-Ale mnie w sobie rozkochałaś, wiesz?- westchnął ciężko, nadal goszcząc uśmiech na swych ustach.
Miałaś dość. Nie wytrzymałaś. Czułaś się za bardzo przytłoczona rzeczywistością, by nadal ciągnąć tę grę.
Grę z góry skazaną na niepowodzenie dla jednej ze stron, którą był Richard. Grą, w której okażesz swoje prawdziwe oblicze. Kiedy ujawnisz swoje najpaskudniejsze cechy. Sprawisz, że kolejny człowiek będzie Cię nienawidził, cierpiał z Twojego powodu i wiesz co jeszcze?
Nadal mimowolnie Cię kochał najbardziej na świecie.
-Przestań!- wycedziłaś przez zaciśnięte zęby.
-Co się stało, kochanie?- ujął delikatnie Twą dłoń, patrząc na Twoją osobę zmartwionym wzrokiem.
-Nie nazywaj mnie tak!- wrzasnęłaś.- Nic do Ciebie nie czuję, jasne?
-Ale jak to?- odsunął się, jakby sparaliżowany.- Myślałem, że… Dawałaś mi takie znaki…- dukał ledwo.
-To źle myślałeś!- nadal krzyczałaś.- Rozkochałam Cię w sobie tylko po to, żeby odegrać się za Mię i to co Jej zrobiłeś! Żebyś czuł się jak Ona! Żebyś stracił wszystko! Zapłacił za to, co Jej zrobiłeś! Nie straciłeś tylko jednego! Życia! I nawet nie masz pojęcia jak bardzo tego żałuję!- zaśmiałaś się, drwiąc z chłopaka.- A Ty myślałeś, że po co były te zbliżenia, czułe słówka? Naprawdę myślałeś, że chciałabym być z człowiekiem, który przyczynił się do śmierci mojej siostry?!- mówiłaś, wyższym głosem na jednym wydechu. I dopiero wtedy Ci ulżyło. Wówczas cała złość uleciała z Ciebie jak powietrze z przedziurawionego balonika.
Ale Jego zawiedzione i pełne bólu oczy… To dotknęło nawet Ciebie. Sprawiło, że straciłaś swoją odwagę. Siedziałaś skulona, obawiając się reakcji Richarda, który osłupiały patrzył na bliżej nieokreślony punkt przed sobą.
-Richard…- wyjąkałaś, wybudzając chłopaka z transu.
Zaraz po tym wyszedł z kawiarni, nie zaszczycając Cię ani jednym spojrzeniem.
Każdy czyn wróci do nas ze zdwojoną siłą. Każdego spotka los, który zgotował innym. Nic w naturze nie ginie. Tym bardziej nie oziębłość i zawiść, których było w Tobie nadmiar.
Nie potrafiłaś czuć. Nic nie czułaś. Jedynie Niclasa obdarowywałaś zdrowym uczuciem.
Bo jeszcze ktoś był… Ten, który zmienił Twoje życie.
Pojawił się raz w życiu na krótki moment, a zostanie już w Twoim życiu na zawsze.
Na zawsze, Emm… Potrafić pojąć znaczenia tych słów?
Tak kocha Cię właśnie Stefan, Andreas, Richard…
Ich miłość taka jest, ale Twoja również.
Miłość skrywana, zakazana, dla Ciebie chora i niezrozumiała.
Dlatego miałaś już dosyć udawania. Dosyć grania.
Czułaś, że nadszedł ostateczny czas na wyjaśnienie wszystkiego.
Na ostatni powrót do Austrii.
Ostatnie spotkanie Stefana i Jego…

~*~

W następnym będzie już Stefan, obiecuję. :D
Tymczasem, składam w Wasze dłonie kolejny rozdział, który mam nadzieję również ocenicie. ;)
Rozpoczęły nam się wakacje! Kto się cieszy? A może ktoś rozpacza z powodu pożegnania z ukochaną klasą?
Ja niestety należę do drugiej grupy ludzi, lecz czasu nie da się zatrzymać…
Udanych wakacji, kochane! Wypocznijcie za wszystkie czasy! ;*

Pominąć nie mogę też Codzienności, gdzie również Wasze opinie są mile widziane. :)
Jest tam spora część twórczości Ann, na którą naprawdę warto zwrócić uwagę (i ta, która ciągnie to wszystko za sobą i ratuje wiele, wiele rozdziałów). :D
Także to chyba najbardziej motywujące. ^^


Buziaki! ;*

wtorek, 24 czerwca 2014

15.-„ Słyszeć melodię swojej duszy i serca…”



Przyjemna to rzecz
 umrzeć z własnej ręki.



~*~

Za drzwiami znajdował się nie kto inny jak Boris. Z niepokojem wpatrywałaś się w reakcję zdenerwowanego Andreasa, który z ogniem w swych brązowych tęczówkach, wpatrywał się w blondyna.
-Zapomniałaś wziąć swojego szalika z mojego samochodu- zwrócił się do Ciebie Boris, trzymając w ręce błękitny szalik. Twój szalik, który miałaś na sobie podczas spotkania z Niemcem. Uśmiechnęłaś się lekko, aby rozładować panującą napiętą sytuację.
-Dziękuję- jąknęłaś, po czym chciałaś podjechać bliżej Borisa, aby wziąć swą własność z rąk chłopaka, lecz Andreas stanął na Twojej drodze. Rozwścieczony Andreas. Jeszcze nigdy nie widziałaś Go w takim stanie. Wasze spojrzenia na chwilę się spotkały. Ze strachem patrzyłaś na Jego gniewne oczy. Nawet nie zauważyłaś, kiedy Andreas obrócił się szybko na pięcie i złożył na twarzy Borisa siarczyste uderzenie.
-Co Ty robisz?!- wyrwałaś się natychmiastowo.
-No dalej, dalej- odezwał się Andreas, lecz mówił bardziej do Borisa niż do Ciebie. Zupełnie tak, jakby Ciebie nie było w pomieszczeniu. Nie zaszczycił Cię swoim spojrzeniem ani razu… Tylko dlaczego?- To przez Ciebie Emma chce ode mnie odejść!- kolejny raz pięść Andreasa boleśnie spotkała się z twarzą Borisa.
-Andreas, przestań! Natychmiast!- już nawet nie krzyczałaś a cienko piszczałaś.
-Człowieku, co z Tobą?- tym razem dało się usłyszeć głos Borisa, z którego nosa i wargi soczyście sączyła się krew.- Nic nie łączy mnie z Emmą! To Ty sam sobie na to wszystko zasłużyłeś! Nie trzeba było wskakiwać do łóżka siostrze swojej żony!- warczał, a na gwałtowną reakcję Andreasa nie trzeba było długo czekać. Tym razem Boris jednak nie pozwolił robić z siebie długo ofiary.
-Przestańcie!- krzyczałaś ciągle, zachłystując się powoli swymi łzami, które jak na złość nie chciały przestać kapać z Twych oczu. Trzęsłaś się jak galareta, to czego można było się spodziewać po tonie Twojego głosu? Ale wiesz co było najgorsze? To, że nie mogłaś nic zrobić… W żaden sposób zaradzić ich kłótni. Nie mogłaś zrobić po prostu nic… Kompletnie nic… Dlaczego? Uniemożliwiał Ci to Twój ‘przyjaciel na wieki’… ‘Przyjaciel’, z którym nie chciałaś się przyjaźnić… Ale nie mogłaś bez niego żyć, funkcjonować. Musiałaś znosić go już na zawsze. Do końca życia… Dopóki Twe powieki nie staną się zimne i nie zamkną się na wieki. Wózek… -Koniec! Błagam Was, przestańcie!- żałośnie krzyczałaś, a ściślej mówiąc- szlochałaś. Jednak Oni Cię nie słuchali. Nadal skutecznie wyładowywali na sobie wzajemnie napięcie. Czując, że Twoje krzyki i tak nic tutaj nie zdziałają, podjechałaś bliżej do mężczyzn i zaczęłaś zdezorientowanie wymachiwać rękoma oraz ciągać Andreasa za koszulę, aby chociaż na chwilę przestał obkładać uderzeniami Borisa. Nie wiedział jednak, że jeden silniejszy ruch, nie mający na celu zrobienie Ci krzywdy, sprawi, że spadniesz z wózka. Leżałaś na podłodze, mocno zaciskając swe powieki, aby nie wydostała się z nich ani jedna łza. Boris i Andreas przyglądali Ci się ze skamieniałym wyrazem twarzy. Nawet nie spostrzegłaś się, kiedy u Twego boku znalazł się Andreas, który chciał jak najszybciej pomóc Ci się podnieść oraz sprawdzić czy nic Ci nie jest.
-Odejdź ode mnie-warknęłaś, kiedy Andreas chciał Cię podnieść. Podnieść jak rzecz, która spadła z półki… Byłaś teraz bezwartościowym kawałkiem drewna, który był skazany na pastwę innych. Sam nie potrafił funkcjonować… Wiecznie skazana na innych. Uniezależniona od rzeczy martwej… To obraz Ciebie.
-Ale Emm…- jęknął, lecz Ty podniosłaś swój wzrok i z pewnym wzrokiem spojrzałaś na stojącego niedaleko Borisa, błagalnym wzrokiem. Chłopak od razu domyślił się o co chodzi. Podszedł i delikatnie podniósł Cię i usadowił z powrotem na wózku. Ukryłaś na chwilę twarz w dłoniach, po to, żeby poskładać trochę swe własne myśli.
-Zostaw mnie na razie samą- powiedziałaś bez cienia emocji w głosie. Chłodno, oschle, ozięble… Nie jakbyś zwracała się do osoby, którą obdarowywałaś kiedyś uczuciem… Tylko jak do kompletnie obcego i znienawidzonego mężczyzny.- Jutro już mnie tutaj nie będzie.
-Nie pozwolę Ci wyjechać!- krzyknął stanowczo a w Jego tęczówkach dała się zauważyć rozpacz. Nic innego, jak czysta rozpacz, która miotała chłopakiem.
-Ty nie masz tutaj nic do gadania- odpowiedziałaś ze stoickim spokojem.
-Mylisz się- ciężko dyszał.
-Nie- rzekłaś pewnie i z sarkastycznym rozbawieniem w głosie.- Po co miałabym z Tobą być?
-Bo mi, cholera jasna, na Tobie zależy!- był marionetką w rękach rozpaczy.- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo! Nasz związek ma rację bytu, rozumiesz?!- zbliżył się do Ciebie i ujął delikatnie Twą dłoń.- Daj Nam tylko trochę czasu…
-Skończ tę szopkę, bo naprawdę jesteś żałosny- bąknęłaś rozdrażniona, wyrywając swą dłoń, oswobadzając się od dotyku chłopaka. Dotyku, który już dawno przestał na Ciebie działać… O ile kiedykolwiek w jakiś szczególny sposób działał…- Ci, którzy kochają, nie zdradzają. Idź stąd, bo nikt nie chce Cię słuchać a już w szczególności nie ja- dodałaś stanowczo.
-Kiedy się tak zmieniłaś?- wstał i z niedowierzaniem patrzył na Ciebie. Na Jego żonę, która bez cienia wahania przekreśliła wszystko. Nie dającej nawet najmniejszej szansy na ponowną miłość… Mimo że widziałaś w oczach Andreasa miłość. Bezgraniczną. Największą. Taką, jaką przeżywa się tylko raz w życiu. A na Twojej twarzy nie dało się zauważyć niczego. Niczego, oprócz stanowczości i zdecydowania. Ale to przecież normalne… Ty nigdy nie kochałaś Andreasa. Przed ślubem, po ślubie… Nigdy. Wiedziałaś to, ale chciałaś spróbować ułożyć sobie życie, które nie będzie wieczną huśtawką. Życie Twoje i Niclasa. Ta próba nieudana… Czy będzie następna? W końcu miałaś już doświadczenie w udawaniu uczuć… - Powiedz, kiedy stałaś się taka zimna, bezwzględna, niedostępna?- mówił, powoli zmierzając w kierunku drzwi. Kiedy taka się stałaś Emm? Nigdy. Ty od zawsze taka byłaś. Tylko czasem po prostu przybierałaś inne maski, raniąc przy tym ludzi, którzy Cię kochali…


            Emm,
Wiesz już co zrobiłam. Wiesz, że ze sobą skończyłam… Przepraszam. Ciebie jako jedyną, pragnę przeprosić… Teraz zostawiłam Cię ze wszystkim samą. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę i nie wiem jak z tego miejsca mam Cię za to przeprosić… Trudno jest mi cokolwiek napisać. Przez moją głowę przepływa w tej chwili tysiące myśli, których sama nie do końca potrafię zrozumieć. Ironia losu, prawda? Kiedy nie możemy zrozumieć swojego postępowania… Tak jest i ze mną. Żałosne, wiem. Boję się, Emm… Najzwyczajniej boję się tego, co czeka na mnie Tam. W tamtym świecie, gdzie nie ma ludzi… Ale pomimo strachu, muszę to zrobić. Dlaczego? Nie, nie dlatego, że zostałam zamknięta w więzieniu, jak każdemu mogłoby się wydawać. Znajdowałaś się kiedyś w potrzasku? Chciałaś po prostu usiąść i zacząć płakać nad swoim losem, a nawet tego nie mogłaś zrobić? Ja tak. Powoli konałam, uwikłana we własne, nieposkładane myśli. Przestałam słyszeć melodię swojej duszy i serca… Pogubiłam się. Nie potrafiłam odnaleźć samej siebie… A zaczęło się to już dosyć dawno… Od czasu, kiedy wyszłam za mąż za Felixa. Nie kochałam Go… Nigdy. Jedyne co do Niego czułam, to sympatia. Po śmierci Richarda, człowieka, którego kochałam najmocniej na świecie, a który ode mnie odszedł, nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek się zakocham. Taka myśl nawet ani razu nie przeszła przez moją głowę. A jednak… Emm, najzwyczajniej w świecie się zakochałam, znowu. Kiedy Felix dowiedział się, że nie jestem mu do końca wierna, wpadł w morderczy szał. Zaczął bić… Niemiłosiernie mocno, nie potrafiąc już panować w jakikolwiek sposób panować nad sobą. Musiałam się bronić… A że pistolet Felixa był pod ręką, wiesz jak już to wszystko dalej wyglądało. Później, kiedy trafiłam do celi, ta cała rozprawa w sądzie… Wykończyło mnie to do cna. Nie zostało już ze mnie nic. Dlatego zdecydowałam się na odebranie sobie życia. Wiem, że to droga na skróty. Droga do mety, do której i tak każdy z nas dotrze. Ale ja i tak już kiedyś popełniłam samobójstwo… Nieświadomie a jednak. Jak? Obdarowałam mężczyznę swymi uczuciami… Emm, miłość to piękne, o ile nie najpiękniejsze, uczucie na świecie. Tylko czy cenę, którą niektórzy za nią płacą nie jest za wysoka? Nigdy nie możemy być pewni uczuć drugiej ze stron. Ludzie potrafią dobrze udawać… A co później? Ja jestem tego najlepszym przykładem. Nigdy nie daj się tak omamić uczuciom… Nie warto. Zwłaszcza, że Ty Emm masz dla kogo żyć. Masz komu się poświęcać. Nie zapominaj o Niclasie…
Do zobaczenia kiedyś mam nadzieję,
Mia.”

Nie pamiętałaś, który to już raz czytałaś ten list. List, który zostawiła Ci Mia. Każde słowo, każdy wers, każdą kropkę czy przecinek znałaś już na pamięć. Za każdym razem reagowałaś tak samo. Łzy w Twoich oczach pojawiały się za każdym razem. Wypływały nawet mimo Twojej woli. Nie mogłaś zrozumieć. Zrozumieć jak Twoja siostra mogła tak bardzo dać się wplątać w sidła uczuć, które i tak w przyszłości nas zgubią… To było dla Ciebie niepojęte. Nie będziesz w stanie zrozumieć, bo nigdy nic nie czułaś. Twoje serce jest zupełną stalą. Czasem zdarza się, że coś Cię urazi… Ale nie na długo. Nie dasz się złamać. Nikomu. Nigdy. Pewne wydarzenia niestety właśnie tak zmieniają człowieka… Tak było też w Twoim przypadku.
Tylko teraz coś Cię bolało… Kłuło w sercu… Strata siostry, nic innego. Ona była jedną z najważniejszych osób w Twoim życiu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie byłaś przepełniona falą goryczy ani rozpaczy czy smutku… W Tobie jedynie żyła rządza zemsty. Nie czekałaś na nic, bo nie było warto… Od razu po przeprowadzce do Niemiec, zaczęłaś poszukiwania. Kogo szukałaś? Kochanka Mii. Po co? Sama nie do końca potrafiłaś sobie tego wytłumaczyć…  Ale pewien plan się w Twojej głowie już narodził. Fundamenty były. Co z tego wyjdzie dalej? Gdybyś wiedziała, zanim wydarzyło się to wszystko, nawet nie spróbowałabyś Go szukać…
-Andreas, porozmawiajmy, proszę!- usłyszałeś rozpaczliwy głos Lary, która przyjechała specjalnie do Ciebie, zaraz po tym, kiedy dowiedziała się, że rozstałeś się z Emmą. Nie dość, że byłeś w kompletnej rozsypce, spotkała Cię jeszcze rozmowa z Larą. Nigdy nie chciałeś widzieć Jej na oczy. Nienawidziłeś Jej… To Ją obarczałeś winą o rozpad Twojego małżeństwa… Ale czy tylko Ona była winna? Nie zapominaj, że Ty też przyczyniłeś się do zdrady i to w ogromnym stopniu.- Andreas!- ciągle nalegała, widząc, że Jej błagania nie robią na Tobie żadnego wrażenia. Teraz to Ty byłeś oziębły. Zaraziłeś się lodem od Emmy? – Wiem, że rozstałeś się z Emmą- zaczęła. ‘Rozstałeś się z Emmą’… Te słowa nawet teraz nie potrafiły do Ciebie dojść. Nie umiałeś w nie uwierzyć… Nie sądziłeś, że przez swoją winę, teraz będziesz musiał się z tym pogodzić…
 Ale bolało…
A na ten ból nie działały nawet najmocniejsze leki przeciwbólowe.
Dlaczego rozstania bolą tak bardzo?
Myślę, że to dlatego, iż dwie dusze stanowiły jedno. Może już od początku istnienia świata… Bo skąd mamy to wiedzieć? Nie wiemy.
Być może żyliście już razem, tyle, że w innym wcieleniu.
Może przez tyle tysięcy lat, za każdym razem odnajdowaliście siebie.
Poznawaliście się na nowo.
Zauroczyliście się sobą jeszcze raz…
Kochaliście prawdziwą miłością…
Uczuciem, które przyszło tak nagle. Nieproszone. Niechciane. Niedojrzałe.
Tylko, że to właśnie ono miało największą władzę nad Twoim ciałem. Mogło więcej niż Ty sam.
A teraz co?
Dręczą Cię wspomnienia. Widzisz Ją wszędzie. Jest w każdym przedmiocie, drzewie. Tęsknisz za Jej głosem, ustami, zapachem. Nie możesz jeść ani spać. Marzysz. Szanujesz każdy przedmiot, który kiedykolwiek dotykała.
Czego to objaw?
Miłości. Prawdziwej miłości, którą obdarzałeś Emm. Ale teraz już nikt Ci nie pomoże. Musisz liczyć sam na siebie. Każdy zwykły dzień minie Ci na wspominaniu. Ma wymyślaniu planu, jak do Niej wrócić. Jak pozostać przy Niej na zawsze…
To tak jak w matematyce czy fizyce. Należy wyprowadzić właściwy wzór, aby obliczyć daną nam rzecz. Tylko czy uda Wam się ułożyć własny wzór na szczęście?
Dwie całkiem obce sobie osoby. O innych poglądach, wartościach…
Ale jednak takie bliskie sobie. Nie mogące bez siebie żyć.
-O czym chcesz ze mną rozmawiać?- wydusiłeś, dając ostatecznie szansę Larze.
-O Nas- powiedziała tajemniczo, lecz na Jej twarz nagle wkradł się uśmiech.
-Nas nie ma- lekko podniosłeś głos, zaszokowany słowami dziewczyny.
-Spróbujmy- powiedziała potulnie, przybliżając się do Ciebie w mgnieniu oka.- Było Ci ze mną dobrze… Andreas…
-Nie!- krzyknąłeś stanowczo, sztywno oddalając się od Lary.- Dopiero co rozstałem się z Emmą. Kocham Ją. Tylko Ją. Nie Ciebie. Nigdy Cię nie kochałem i nie będę! Jesteś człowiekiem zupełnie pozbawionym uczuć, żeby mieć śmiałość jeszcze tutaj przyjechać i proponować mi związek.
-Poczekam- odrzekła spokojnie, kładąc swą delikatną dłoń na Twoim policzku.- Wiem, że teraz może Ci się wydawać, że nic do mnie nie czujesz, ale to tylko złudzenie po rozstaniu z Emmą.
-Nie masz na co czekać!- zirytowałeś się.- Moje serce zawsze będzie tylko przy Emmie- dodałeś ochryple, odwracając wzrok.
-Szkoda tylko, że Jej serce nigdy nie było przy Tobie- szepnęła, obracając się na pięcie i podążając w stronę wyjścia. Momentalnie chwyciłeś Ją za rękę, przyciągając do siebie oraz zmuszając, by patrzyła Ci w oczy.
-Co masz na myśli?- zapytałeś, próbując przełknąć jakoś gorzkie łzy, które mimo woli były obecne w Twoich oczach.
-Ona kocha innego- powiedziała pewnie, wzruszając ramionami.
-Kogo?!- wyrwałeś się żałośnie.- Kraft?!
-Nie- ucięła krótko, lecz pewnie.- Nie wyjechałaby z Austrii, gdyby to był Stefan. Powiedziała Ci w ogóle kto jest ojcem Niclasa?
Spuściłeś wzrok na dół. Słowa raniły gorzej niż nóż. Słowa palą. Uderzają. A te uderzyły Cię tak, że nie byłeś pewien, czy wyglądasz jeszcze jak człowiek…
-Nie pytałem nigdy o to…- wydukałeś.
-To może lepiej dla Ciebie- pogłaskała Cię czule po ramieniu.- Daj Nam szansę, błagam- drążyła dalej.
-Skąd wiesz, że Emma mnie nie kocha?- zapytałeś, jakbyś nie usłyszał ostatnich słów blondynki.
-Nie kocha i nigdy nie kochała- poprawiła szybko, zdając sobie sprawę, że Cię rani. Rani raz po raz, ale na tym chciała ugrać coś dla siebie.- Wiem, że nie jestem blisko Emmy, ale ja to wiem. Nie pytaj proszę skąd, bo nie mogę Ci tego powiedzieć…
Z Twojej strony martwa cisza. Cisza towarzysząca śmierci Twojej duszy. Umarłeś w środku. Nie było już z Ciebie kompletnie nic. Teraz sam nie wiedziałeś kim jesteś. W co wierzyć… O czym starać się zapomnieć.
-Andreas, ale ja Cię kocham- powiedziała po chwili.- Moja miłość wystarczy dla Naszej dwójki. Tylko proszę… Daj Nam szansę- zbliżyła się znowu do Ciebie, delikatnie muskając Twe wargi, jednakże Ty czując dotyk obcych ust, natychmiastowo oddaliłeś się od Lary na znaczącą odległość. To nie Jej ust miałeś sanować… Te były obce, zimne, przyprawiające Cię czasem o obrzydzenie.
Bo nie były Emmy… I to tak bardzo działało na ich niekorzyść…
Ciągle widzisz Ją… Widzisz Emmę. Dziewczynę, która nigdy nie była Twoją. Chcesz Jej rąk. Krzyczysz w duszy, aby wróciła. W sercu towarzyszy Ci jedynie lód, choć tak bardzo pragniesz ciepła. Każdy Jej ruch, dzień, Jej słowo, noc… Miałeś zapisane w głowie. Serce pęka Ci, wraz z nadejściem sekundy bez Niej. Każdy sen ma tylko Jej twarz. A Ty? Ty jesteś bezbronny wobec tego. Ona odeszła. Zostawiła Cię samego.
Cztery świata strony… Każda bez Niej u Twojego boku…
-Idź stąd- wykrztusiłeś ledwo, chcąc jak najszybciej stracić z oczu Larę. Osobę, którą po części za to wszystko obwiniałeś…
-Nie.
-Wynoś się stąd!- krzyknąłeś, otwierając jednocześnie drzwi i wypychając przez nie Larę na zewnątrz. Teraz byłeś już sam. Sam ze swoimi myślami, bijąc się z nimi. Staczając bój na śmierć i życie. Upadłeś na kolana.
Masz tyle siły, skoro nie ma przy Tobie źródła Twego życia?


-Dlaczego nie powiedziałaś, że rozstałaś się z mężem?- usłyszałaś głos pełen pretensji, lecz również było w nim słychać nutkę radości bądź ulgi. A Ty znałaś nawet tego przyczynę…
-Uznałam, że nie było potrzeby, aby Cię o tym informować- powiedziałaś ozięble, chcąc jak najdalej odepchnąć od siebie chłopaka, z którym rozmawiałaś przez telefon.
-Spotkajmy się- wypalił. Jego głos… Głos, który tak bardzo lubiłaś. Ten, który wielokrotnie Cię pocieszał, szeptał czułe słówka, kochał… Ale spotkanie? Nie, to Cię przerastało. Nie chciałaś znów stawiać kroków w tył. Teraz najważniejszy był Twój plan. Plan, pomszczenia siostry. Nie zważając na konsekwencje, ofiary, zranione uczucia.
-To nie jest dobry pomysł- zmieszałaś się.- Nigdy się nie spotkamy… Rozmawialiśmy o tym.
-Rozmawialiśmy, ale to nie oznacza, że na to przystałem- powiedział stanowczo.- Emm, ja chcę być tam, gdzie Ty…
-Ta rozmowa nie ma sensu- odrzekłaś zażenowana.- Nie dzwoń proszę już więcej- zażądałaś błaganie.
-Poczekaj! Jeszcze się nie rozłączaj!- wybuchł.
-Masz coś jeszcze do powiedzenia?- dałaś mu szansę na kilka dodatkowych słów, które i tak nic według Ciebie nie mogły zmienić. Do czasu…
-Wiedz, że ja zawsze będę. Stoję w cieniu i cierpliwie czekam na Ciebie- powiedział głosem pełnym uczuć, który sprawił, że w Twoich oczach zebrały się łzy. Dziwna reakcja jak na Ciebie…- Pamiętaj, że Cię kocham. Zawsze będę. Ciebie i Niclasa. Wasza dwójka jest dla mnie najważniejsza. Wszystko co robię, robię z myślą o Was. Pamiętaj o mnie, proszę.
Nie wytrzymałaś. Rozłączyłaś się, zanim zdążył powiedzieć o kilka słów za  dużo, które zmiękczyłyby Cię do tego stopnia, że nie byłabyś sobą. Zaślepiona złudnymi uczuciami, wywołanymi kilkoma słowami… 
Ale one miały w sobie pewną moc. Płynęły z głębi serca. Były słowami, które zawsze były szczere. Jako jedyne… Bo wypowiadało je serce, nie usta…
Jednak, teraz nie miałaś na to czasu. Czasu na rozpamiętywanie, myślenie…
Liczyło się to co tu i teraz. A teraz czekałaś właśnie na Niego… Na mężczyznę, który według Ciebie był winny śmierci Twojej siostry. Jedynej bliskiej Ci osoby na tym świecie…
Próbowałaś walczyć z tymi łzami. Strach mieszał Ci w głowie, a i również zmartwienie dawało się we znaki.
Chcesz płakać… Pierwszy raz od dłuższego czasu. Nie możesz zaprzeczyć.
Ale zaszłaś już tak daleko… Za daleko, aby się wycofać.
-Co Ty takiego ode mnie chcesz?- zareagował w końcu, dostrzegając, że wszędzie widzi Ciebie. Na ulicy, przed skocznią… Wszędzie, gdzie się nie ruszył, na miejscu byłaś Ty.
Nie, nie był przewrażliwiony.
Śledziłaś Go i nawet za specjalnie się z tym nie kryłaś. Bezwzględność. W Twoim przypadku to zaleta czy przywara?
-Niczego- wzruszyłaś ramionami, patrząc w zmieszane oczy skoczka.
-I nie mów, że mnie nie śledzisz, bo i tak Ci nie uwierzę. Czego chcesz? Autografu? Zdjęcia? Czego, do cholery jasnej?!- wybuchł zirytowany.
-Ale ja nawet nie zaprzeczam, że Cię nie śledzę- powiedziałaś pewnie, nieustannie patrząc z uknutą w głowie intrygą na chłopaka.- Chcę porozmawiać.
-O czym żona Andreasa, chce ze mną rozmawiać?- zapytał, niewiele rozumiejąc z zaistniałej sytuacji.
-Była żona- poprawiłaś Go.
-A więc to przez Ciebie Andreas przestał trenować?- zapytał, przymrużając lekko oczy.
-Nie wiem. To Jego sprawa, nie moja- odpowiedziałaś oschle.- To jak? Porozmawiamy?
-Przecież rozmawiamy- odpowiedział równie oschle, jak Ty przed momentem.
-Nie tutaj. W bardziej ustronnym miejscu- oznajmiłaś.
-Powinienem zgłosić to na policję. To zalicza się chyba pod nękanie- powiedział, patrząc ciągle w Twoje oczy. Czy coś w nich ujrzał?- Mam narzeczoną, niedługo bierzemy ślub. O co Ci chodzi? Nie chcę tego niszczyć przez jakiś dziennikarzy, od siedmiu boleści, który zobaczą nas razem.
-Nie zamierzam rzucać Ci się na szyję oraz zatapiać Cię w pocałunkach publicznie- powiedziałaś szybko.- Po prostu chcę porozmawiać- dodałaś spokojniej.
-Ale my nie mamy o czym rozmawiać!- podniósł głos o dwa tony, po czym obrócił się na pięcie i zostawił Cię za swoimi plecami.
-Ale tutaj chodzi o Mię!- krzyknęłaś jednym tchem.
Odwrócił się. W Jego spojrzeniu dostrzegłaś przewijające się wspomnienia. Wspomnienia zranione uczuciami.
-Spotkajmy się jutro po treningu- ustał w końcu, a po chwili odszedł od Ciebie, zostawiając Cię rozradowaną jak mało kiedy. Satysfakcja. Wyższość. Przewaga. To czułaś.
Ale później i tak zmuszona byłaś wrócić na ziemię…
Kiedy zobaczyłaś przed swoimi drzwiami Andreasa, mina wyraźnie Ci zrzedła. Był ostatnią osobą, którą miałaś ochotę oglądać. Teraz, w stosunku do Niego, czułaś jedynie nienawiść. Wasze przedstawienie się już skończyła. Kurtyna już dawno została zasunięta. Nie rozumiałaś zatem, co przyjazd do Ciebie miał na celu w głowie Andreasa.
-Co tutaj robisz?- zapytałaś, nie zaszczycając Niemca ani razu swoim spojrzeniem.
-Przyjechałem z Tobą porozmawiać- powiedział, nieco zestresowany.
-Niepotrzebnie. My już nie mamy o czym rozmawiać. Porozumiewajmy się przed adwokata. Tak będzie najlepiej- w Jego oczach kolejna iskierka umarła.
-Są rzeczy, których nawet adwokaci nie mogą załatwić- powiedział ledwo, krztusząc się przy tym wdychanym ze świstem powietrzem.
-Nie pomiędzy nami- oznajmiłaś pewnie.
-Muszę Ci coś powiedzieć… Proszę, pozwól mi Emm, na te kilka słów- widziałaś, że w Nim nie ma już niczego… Niczego oprócz żalu, zażenowania, rozpaczy. Całkiem inny człowiek, niż ten, którego znałaś. Jak czułaś się z poczuciem, że to Ty się po części do tego przyczyniłaś?
-Masz minutę- dałaś mu szansę, ale nie okazałaś przy tym ani cienia jakichkolwiek uczuć… Nic, oprócz lodu Twojej duszy i serca…

~*~

No to ciąg dalszy rozmowy owej dwójki pojawi się w niedzielę.
Kochane, Stefan pojawi się już za dwa rozdziały. Bądźcie cierpliwe.
Mogę wyjawić Wam, że wtedy wszystko, DOSŁOWNIE WSZYSTKO, się wyjaśni. :) Także bądźcie cierpliwe.
Dziękuję za komentarze i nieśmiało proszę o więcej. ;)